Przedstawione w projekcie opis stanu wyjściowego oraz badania socjologiczne nie dają wystarczających podstaw do wypracowania dobrego programu. Znajdujemy tam zaledwie kilka liczb opisujących poglądy białostoczan w bardzo ogólnych kwestiach. Nie dowiadujemy się natomiast niczego o mechanizmach i zjawiskach społecznych, które mogły spowodować narastanie rasizmu i ksenofobii. Wbrew temu, co piszą autorzy projektu Białystok nie jest miastem, w którym żyje i pracuje wielu cudzoziemców. Przynajmniej w porównaniu z innymi dużymi miastami w Polsce. To prawda, że ich liczba stale rośnie, lecz nie stanowią problemu społecznego. Nie odbierają pracy miejscowym; nie korzystają z pomocy społecznej w rozmiarach mogących bulwersować opinię publiczną. Nie tworzą zamkniętych enklaw; nie prowokują miejscowych swoją obecnością. Wreszcie – nie tworzą przestępczego półświatka, który poważnie zagrażałby bezpieczeństwu mieszkańców. Przeciwnie – Białystok uchodzi za jedno z najbezpieczniejszych miast w Polsce. Jak wynika ze spisu powszechnego, nie jest też miastem, którego jakiś znaczący procent stałych mieszkańców deklaruje narodowość inną niż polska. Skąd więc bierze się niechęć do cudzoziemców i w ogóle „innych”? Na pewno nie z przesłanek społecznych i ekonomicznych.

 W diagnozie brakuje analizy psychologicznej. Nie wiadomo bowiem, czy mamy do czynienia ze wzrostem popularności ideologii głoszących rasizm i nietolerancję, czy też ze wzrostem poziomu frustracji i agresji wśród młodych ludzi z zupełnie innych przyczyn. Skumulowana agresja znajduje ujście w aktach przemocy i wandalizmu skierowanych wobec najsłabszych, najmniej chronionych, gwarantujących bezkarność. Po prostu obcokrajowcy wyróżniający się wyglądem są wygodnym i „bezpiecznym” celem.

 Autorzy projektu powołują się na tzw. wielokulturowość sugerując, że jest to jakaś szczególna cecha Białegostoku. Wielokulturowość Białegostoku jest mitem, sloganem powtarzanym od lat bez refleksji i realnej treści. Po 1945 r. Białystok stał się miastem kulturowo jednolitym, z roku na rok coraz bardziej, o czym świadczą wyniki spisu powszechnego. Fakt współistnienia dwóch dużych religii chrześcijańskich nie tworzy wielokulturowości. W mieście nie ma znaczących grup społecznych różniących się dziedzictwem kulturalnym i obyczajami. Nie ma Żydów; tatarscy muzułmanie się są tak nieliczni, że niezauważalni. Mieszkańcy pochodzenia białoruskiego i ukraińskiego deklarują narodowość polską. Białystok po II wojnie światowej ani przez chwilę nie był miejscem kulturowego fermentu, gdzie konfrontują się, ścierają i wzajemnie inspirują różne idee i koncepcje artystyczne. Na tej glebie nie wyrósł wartościowy kapitał społeczny, oparty na otwartości, zaufaniu i umiejętności współpracy.. Znajduje to m.in. odzwierciedlenie w niskim poziomie przedsiębiorczości oraz nikłej zdolności do samoorganizacji.

Wielu mieszkańców irytuje hasło wielokulturowości w odniesieniu do Białegostoku. Widzą w tym kult zaściankowości i lansowanie egzotyki na siłę (np. śledzikowanie). Wielokulturowość nie może być ideą  jednoczącą białostoczan wokół tolerancji i walki z przemocą. Jest hasłem pustym i zużytym.

 Projekt wymienia tradycyjne, mniejszości narodowe i etniczne, których przedstawiciele mieszkają w Białymstoku jako adresatów przyszłych działań. Przewiduje nasiloną akcję informacyjną i edukacyjną na ich temat. Niestety takie działanie może dać skutki przeciwne do oczekiwań; a poza tym –  niepotrzebnie rozpraszać siły i środki. Jest bowiem próbą rozwiązywania problemów, które nie istnieją. Stosunki „starych” mniejszości z tzw. większością należy uznać za poprawne. Nawet w tak delikatnej i konfliktowej kwestii, jak relacje ze społecznością romską nie występują poważniejsze problemy. Obiektami aktów przemocy byli, przede wszystkim, obcokrajowcy wyróżniający się wyglądem nie zaś miejscowy Tatarzy, Białorusini czy Romowie.

Coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych, nie widzi potrzeby dostrzegania odmienności u swoich sąsiadów, ani potrzeby zdobywania dodatkowej wiedzy o mniejszościach. Miasto nie powinno  organizować akcji uświadamiającej prowadzącej do różnicowania swoich mieszkańców, nawet jeśli czyni to w najlepszych intencjach. Od manifestowania odmienności są organizacje reprezentujące mniejszości.

 

Twórcy projektu proponują rozwinięcie tzw. szerokiego frontu standardowych działań: konferencje, koncerty, zawody sportowe, bilbordy itp. Takie przedsięwzięcia dobrze wyglądają w dokumentach programowych  i sprawozdaniach. Ich wpływ na rzeczywistość jest jednak ograniczony, a często także nieprzewidywalny. Jeśli miasto rzeczywiście chce w jakimś stopniu kształtować postawy i próbować naprawić swój wizerunek ukształtowany w mediach społecznościowych powinna postawić na działania niestandardowe. Ich autorami i realizatorami (przy wsparciu miasta) powinny być szkoły, organizacje pozarządowe, osiedla mieszkaniowe itp. Urzędnicy i instytucje miejskie powinny pełnić jedynie funkcje pomocnicze. Pomysły na przedsięwzięcia edukacyjne, kulturalne, sportowe integrujące lokalne społeczności trzeba wyłonić w konkursach. Prowadzenie takich działań bezpośrednio przez władze miejskie nieuchronnie uruchomi lawinę pretensji i oskarżeń o wspieranie określonego światopoglądu, sprzyjanie wybranych mniejszości itp.

Nie sposób  dziś przewidzieć, jakie konkretne przedsięwzięcia należałoby  wprowadzić w życie. Można jednak przewidzieć, iż powinny one promować postawy otwartości i ciekawości wobec różnorodności. Może to dotyczyć kwestii religijnych, narodowościowych i rasowych, ale także szerzej: różnorodności idei, koncepcji życiowych itp.

 Wszystkie powyższe kwestie mają drugorzędne znaczenie z punktu widzenia rozwiązania problemów stojących przed miastem, które autorzy projektu określili jako rasizm, ksenofobia, czy nietolerancja. Z punktu widzenia funkcjonowania miast jest to bowiem problem przede wszystkim ( a może wyłącznie) bezpieczeństwa. Eskalacja aktów przemocy i wandalizmu wynika z wieloletnich zaniedbań: lekceważenia problematyki rasizmu i ksenofobii przez służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i porządek (policję, prokuraturę, władze państwowe), co stworzyło atmosferę bezkarności.

Działania na rzecz bezpieczeństwa są wartością samą w sobie niezależnie od aktualnych powodów ich podjęcia.  Hasło „Bezpieczny Białystok”doskonale nadaje się do jednoczenia mieszkańców wokół wspólnego celu. Jest nieideologiczne i nie kojarzy się z działaniem na rzecz określonej grupy. Poza tym w dziedzinie bezpieczeństwa koncentracja nakładów oraz wysiłku organizacyjnego musi przynieść zauważalne rezultaty. Ponadto działanie w tej  dziedzinie łatwiej poddają się administracyjnej kontroli, koordynacji i ewaluacji.

Autorzy projektu postulują w tej dziedzinie wiele ważnych działań. Proponujemy zwrócenie uwagi na następujące kwestie:

1.    Wprowadzenie zasady „zero tolerancji” dla zachowań rasistowskich nawet, jeśli miałoby to dotyczyć dużych i wpływowych grup – np. kibiców piłkarskich.

2.     Zwiększenie zaangażowania obywateli w działania na rzecz bezpieczeństwa (współpraca z policją, szybka informacja) np. na osiedlach mieszkaniowych, gdzie łatwiej zorganizować współpracę różnych partnerów społecznych: policji, administracji, szkół, parafii, właścicieli sklepów i punktów usługowych itp.

3.     Rozszerzenie monitoringu: ulice, place, autobusy miejskie itp.

4.     Przygotowanie kierowców autobusów miejskich do reagowania w sytuacjach zagrożenia bezpieczeństwa, poprzez natychmiastowe powiadamianie policji, zatrzymanie pojazdu. Wprowadzenie zasady, że kierowca nie może odmówić pomocy.

 

Jan Oniszczuk

Stowarzyszenie Szukamy Polski

Menu
Skip to content